Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Google. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Google. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 10 listopada 2009

Google przejmuje Admob

Kilka dni temu pisałem o działaniach Google w obszarze marketingu mobilnego. Wczorajsza informacja o przejęciu sieci reklamowej AdMob jest tylko potwierdzeniem tego trendu. Znaczenie tych działań jest jasne - Google dostrzega wejście mobilnego internetu w nową fazę. I chce być głównym graczem w tym obszarze.

Doskonale rozumiem ruch Google. Rynek ten jest na tyle wstępnej fazie rozwoju, że tak mocne wejście zwiększa szanse odniesienia sukcesu porównywalnego do sukcesu swojego flagowego produktu - wyszukiwarki. Połączenie doświadczenia i obecności w wyszukiwarce mobilnej z wypracowaną siła rynkową AdMob (15 tysięcy witryn i aplikacji na których oferują reklamy) niemalże gwarantuje sukces. A perspektywy tego rynku są bardzo obiecujące. Firma Kelsey Group przewiduje, że rynek ten osiągnie w USA w 2013 roku wartość 3,1 miliarda dolarów (w 2008 roku było to 160 milionów USD).

Ruch ten jednak jest również obarczony ryzykiem. Nie wiadomo jak rozwinie się ten segment rynku reklamowego. Publikowane w ostatnim czasie wyniki badań skuteczności dla reklamy mobilnej były niejednoznaczne. W mojej ocenie wśród konsumentów będzie mniejsze pobłażanie dla tradycyjnej reklamy, co wymusi na marketerach konieczność poszukiwania innych rozwiązań, jak np. dedykowane aplikacje.

czwartek, 5 listopada 2009

Czy przeceniamy rolę Google? Zastanawiające wyniki badań Nielsena

Dwa dni temu ukazał się artykuł w AdAge prezentujący wyniki badań firmy Nielsen Online Division. Badanie obejmowało źródła wejść do 200 największych amerykańskich sklepów online w II kwartale tego roku. Wyniki są ... mocno zaskakujące.

Według Nielsena 61% ruchu to wejścia bezpośrednie, 9,5% to wejścia przez wyszukiwarkę a 1% to wejścia przez porównywarki cen. Pozostała część (czyli prawie 30%) to wejścia przez strony afiliacyjne, jak i wejścia reklamowe (kliknięcia w baner). Jeśli chodzi o wejścia przez wyszukiwarki to zdecydowana większość zapytań ma charakter brandingowy, często związany z nazwą sklepu. W mniejszości są to zapytania generyczne.

Nigdzie nie udało mi się znaleźć informacji o podstawie badawczej, ale domyślam się, że wyniki bazują na analizie danych z panelu online Nielsen'a.

Tak jak już napisałem - wyniki są bardzo zaskakujące. Nigdy nie myślałem, że rola Google może być tak mała. Analiza rodzaju zapytań w wyszukiwarce, pokazuje, że w dużym stopniu te zapytania uwzględniają nasze wcześniejsze działania. A te z kolei mogą być w dużym stopniu kreowane przez kampanie reklamowe czy działania w social media. A zatem w walce o rozumienie wartości reklamowej poszczególnych kanałów marketingu internetowego kolejny punkt dla reklamy display.

Interpretując wyniki badania musimy pamiętać o zakresie badania. Dotyczyło ono największych sklepów. W wielu wypadkach są to sklepy o bardzo wysokiej świadomości marki i stałej klienteli. W takiej sytuacji udział bezpośrednich wejść może być duży. W wypadku mniejszych sklepów takiego benefitu nie ma - sklepy dopiero muszą pozyskać ten ruch, a kontekst wyszukiwarek, jak i porównywarek cen jest jak najbardziej atrakcyjny.

Jest jeszcze jedne ważny element. Kilka miesięcy temu czytałem artykuł o tym w jaki sposób ustawienia Google Analytics wpływają na klasyfikowanie i zliczanie źródeł odwiedzin. Według tego artykułu sam fakt jednorazowego skorzystania przeglądarki przy wejściu na stronę (np. pierwszym wejściu) wpływa na klasyfikowanie źródła bezpośrednich odwiedzin i przypisywanie ich właśnie do wyszukiwarki Google. Co ważne - cookie, który jest do tego wykorzystywany ma czas domyślnie ustawiony na ... 6 miesięcy! W takie sytuacji analizując dane bardzo łatwo jest "przeszacować" role głównej wyszukiwarki i nie docenić roli bezpośrednich wejść.

Podsumowując, w mojej ocenie do danych z badania należy podchodzić z dystansem i pod żadnym warunkiem nie myśleć o rezygnacji z działań w Google. To mogłoby być niebezpieczne dla biznesu. Ale z drugiej strony zalecam więcej refleksji przy korzystaniu i interpretacji danych z Google Analytics.

Swoją drogą fajnie by było jakby Gemius opublikował wyniki podobnego badania dla polskiego rynku ecommerce.

wtorek, 3 listopada 2009

Google wchodzi w obszar usług typu lead generation

W ramach poszukiwania nowych rynków do eksploracji Google wszedł na rynek usług typu lead generation. Usługi te nie są w Polsce tak popularne jak w USA. Oferują je wyspecjalizowane firmy (jak np Lending Tree) i polegają one na pozyskiwaniu leadów osób zainteresowanych produktami finansowymi (pożyczkami). Pozyskane namiary osób są następnie "sprzedawane" do instytucji finansowych.

Rynek jest bardzo intratny i według szacunków IAB stanowi w I połowie 2009 roku 7% całego rynku reklamy internetowej w USA, czyli prawie 400 milionów dolarów.

Wejście Google na ten rynek polega na zaoferowaniu usługi AdWords Comparison Ads (w ramach programu AdWords). Ma ona polegać na możliwości porównania w jednym miejscu ofert różnych firm oferujących produkty finansowe, w tym wypadku rynku hipotecznego. Użytkownik ma możliwość porównania ofert i ich przesortowanie według zdefiniowanych kryteriów. Jeżeli się zdecyduje, to może się skontaktować z oferentem dzwoniąc na podany numer (umożliwiającym identyfikację źródła pochodzenia). W ten sposób Google oferuje produkt, który uderza bezpośrednia w rynek firm oferujących usługi lead generation.

Google zapowiada, że wejście w ten rynek ma charakter testowy. Jeżeli odniesie sukces, należy się spodziewać ekspansji na inne rynki i produkty. Potencjalnie może to mieć bardzo poważne reperkusje rynkowe.

Zgadzam się z komentarzami, że rozwiązanie to z wielu powodów jest bardzo ryzykowne dla Google, ale jednocześnie są to duże pieniądze, które może w ten sposób pozyskać.

Ryzyko dla Google jest na kilku poziomach. Z perspektywy reklamodawców może utracić część budżetów firm specjalizujących się w takich usługach i reklamujących się właśnie w Google. Konsekwencje moga być jednak większe. Google z czasem może zostać oskarżone o nadużywanie swojej uprzywilejowanej pozycji, która wynika z pozycji jej wyszukiwarki (zwłaszcza w wypadku polskiego rynku). Cała koncepcja usługi bazuje na tym, że reklama tej usługi będzie zamieszczana w uprzywilejowanej pozycji kosztem wyników wyszukiwania, nie mówiąc o innych możliwych interwencjach.

Ryzyko Google jest również na poziomie użytkowników. Na czym innym polega zapewnianie optymalnego wyniku wyszukiwania a na czym innym oferowanie usługi wyboru kredytu czy innej usługi finansowej. Relacja i oczekiwania konsumenta są w tych obszarach zupełnie inne. Rozwój usług takiego rodzaju w innych obszarach może prowadzić do erozji wizerunku samego Google. A to jest w sercu ich całego biznesu. I ten argument uznałbym potencjalnie za zagrożenie dla strategii Google.

Cóż. Od strony biznesowej można oczekiwać, że przełoży się to na dalszy wzrost biznesu firmy. Dla firm której bazują na modelu porównywarek jest to sygnał, że pojawiło się potencjalne niebezpieczeństwo wejścia giganta w taki rynek. Uważam jednak , że w dłuższej perspektywie Google będzie tracił przez takie decyzji biznesowe.

poniedziałek, 2 listopada 2009

Czy Google poprawia ręcznie wyniki wyszukiwania?

Google jest firmą, która zmieniła obraz i znaczenie mediów. Głównym czynnikiem sukcesu jest algorytm, który zapewnia wysoką jakość uzyskiwanych wyników. W powszechnym mniemaniu proces jest ten całkowicie zautomatyzowany. Czasami pojawiają się informacje w mediach, które by sugerowały, że możliwa jest interwencja ludzka w wyniki. Nikt jednak nie zebrał bezpośrednich na to dowodów....

W zeszłym tygodniu na blogu firmy Econsultancy zostały zamieszczone trzy wpisy opisujące zmiany w SERP kilku kategorii. Zmiany te zostały przedstawione w kontekście którą Matt Cutt określił jako "małą zmianę", dokonaną przez pracownika o imieniu Vince. Sugerowany przez Matt'a zakres zmian został określony jako nieznaczny i który będzie dotyczył niewielkiej liczby wyszukiwań.

Econsultancy przeanalizowało kilka przypadków. W pierwszym artykule omówione zostały zmiany SERP dla słów "poker" oraz "life insurance". W drugim artykule - dla "betting" i "holidays", zaś w trzeciej, najciekawszej, - w kategorii telekomunikacja dla frazy "mobile phones". Wyniki zwłaszcza w ostatniej części są bardzo zastanawiające.

Nie jestem osobą, która specjalizuje się w SEO i moja wiedza ma charakter dosyć ogólny. W mojej ocenie przedstawione przykłady mogą być ilustracją "ręcznej" interwencji (zwłaszcza przykład z 3 części). Jeżeli tak jest, to jest to istotna zmiana dogmatu, na którym bazuje nasze postrzeganie mechanizmu wyszukiwarki Google. Oczywiście skala omawianego tematu jest niewielka i właściwie dotyka niewielkiej liczby zapytań. Ale czy nie jest to też rodzaj precedensu? Brzmi to mało logicznie teraz, ale można sobie wyobrazić kilka jeszcze obszarów/powodów dla których można by wprowadzać ręczne zmiany w przyszłości, i w ten sposób zmieniając zasady gry w fundamentalnym elemencie. Z drugiej strony w mojej ocenie generalnie ręczne poprawianie to przyznanie się do słabości zautomatyzowanego procesu. I te dwie rzeczy są niepokojące?

A jak jest Państwa opinia?

wtorek, 27 października 2009

Historia Google w pigułce

Bez zbędnych słów ....